„Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu; pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka; przynajmniej dla mnie.“ Słowa Marka Hłasko sprowokowały mnie. Zmusiły do zadania trudnych pytań: „Czym jest wstyd?” „Czy w swojej książce dotarłam do jego granicy, czy ją przekroczyłam?” I najważniejsze: „Czy się go pozbyłam?” „Był ze mną odkąd pamiętam, więc czy życie bez niego jest w ogóle możliwe?”
Czym jest wstyd?
Według Patricii i Ronalda Potterów–Efronów „wstyd to bolesne przeświadczenie o własnej zasadniczej ułomności, jako istoty ludzkiej”.
Wstyd zniewala, sprawia, że czujemy się niedoskonali, bezwartościowi, przegrani. Mamy ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć.
Wstyd rodzi poczucie izolacji, wykluczenia i osamotnienia. Oddziela nas od ludzi i niszczy wiarę w to, że możemy coś zmienić.
Wstyd, którego ja doświadczałam, miał ścisły związek z dysfunkcyjną, wadliwą rodziną, w jakiej się urodziłam.
Dziewczyna z wrodzoną wadą, skazą, usterką – tak siebie widziałam. Przez lata za wszelką cenę próbowałam usunąć tę skazę – nie potrafiłam.
Mój wstyd kipiał we mnie jak wrzątek w garnku – musiałam w końcu ściągnąć pokrywkę, aby zmniejszyć siłę wrzenia – zaczęłam o nim pisać. Otwarcie, do bólu szczerze.
Publiczne zaczęłam rozbierać się z paraliżującego mnie wstydu i samookłamywania.
Powoli, nieśmiało z ogromną tremą i drżącym ciałem, obnażałam siebie. Zrzucałam warstwę po warstwie, maskę po masce, zbroję po zbroi. Coraz bardziej naga i lekka – tak się czułam.
Moje pisanie stało się rodzajem spowiedzi i rozgrzeszenia w jednym.
Zaczęłam wychodzić z cienia, a gdy skierowałam światło na to, co pozostawało w ciemności, powoli następował proces uwalniania. Ponowne przyjrzałam się zdarzeniom z przeszłości z innej perspektywy. To spowodowało, że łatwiej było mi je zrozumieć i pogodzić się z nimi. Oczyściłam umysł i zaczęłam odcinać się od bolesnych doświadczeń. Kwestionowanie błędnych przekonań stało się moją osobistą terapią, w czasie której raz jeszcze przepracowałam traumatyczne wspomnienia. Mój umysł zaczął przyswajać nowe informacje, zapamiętywać je i z nich korzystać. Napięcie, stres i poczucie krzywdy zmalało, podobnie jak strach i wstyd.
Opowieści zawarte w książce „22 kłamstwa, w które wierzyłam” oparte są na moich osobistych doświadczeniach. Przeżyłam je, aby Wam o nich opowiedzieć. Powstały w czasie, gdy mieszkałam na tanzańskiej wyspie Zanzibar w 2020 roku. Pomimo tego, że długo wahałam się przed ich udostępnieniem, zdecydowałam się na to, aby Wam je podarować.
Wierzę bowiem, że przeżyte i opisane przeze mnie historie mogą stanowić cenny dar dla tych, którzy ze szczerym sercem, otwartym umysłem i tęsknotą w duszy poszukują swojej prawdy.
A teraz chcę Cię o coś zapytać:
Zdobędziesz się na odwagę? Wyjawisz skrywane przed sobą tajemnice, zakwestionujesz fałszywe przekonania i raz na zawsze się z nimi rozprawisz? Zdecydujesz się wybaczyć, zaakceptować, a nawet pokochać? Zmienisz swoją reakcję na to, co Cię w życiu spotkało, uwolnisz się od wstydu i cierpienia? A może w końcu staniesz się zmianą, którą od dawna chcesz ujrzeć w świecie? Uwierzysz, że niezależnie od tego jak zaczynamy, ile razy upadamy, najważniejsze jest, że na każdym etapie możemy stworzyć życie, o jakim marzymy?
Ale ostrzegam Cię.
Ta droga nie ma końca…
To praca na pełen etat, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, często bez przerw na lunch, bez wakacji, weekendów i gwarancji na emeryturę. To świadoma obserwacja swoich myśli, słów, czynów i reakcji, a to wymaga wysiłku i determinacji. To ciągłe dokonywanie przemyślanych wyborów i decyzji, za które trzeba brać pełną odpowiedzialność.
Jednak jak powiedział Mark Twain: „Nie ma takiej rzeczy, której nie można by osiągnąć pracą. Nic nie leży poza jej zasięgiem. Złe obyczaje przemienia w dobre, niszczy złe zasady, a odradza dobre. Jest w stanie uczynić z człowieka anioła”.
Ja wzięłam się do uczciwej pracy bez szukania wymówek i dróg na skróty – w końcu to moje życie i mój wybór czy będzie ono dobrą, czy kiepską opowieścią.
Ty też możesz – jeśli zechcesz.

